Polacy są smutni
Polacy są smutni

Podobno jesteśmy smutasami. Tak twierdzą niektórzy turyści odwiedzający Polskę, jak również my sami to zauważamy. Co jest powodem owego endogennego smutku? Nie wiem. Może to zaszłości historyczne, rozbiory Polski, wojny, zniewolenie komunistyczne? A może niedostatki materialne, wynikające zresztą z różnych przyczyn. Pieniądze nie dają szczęścia, ale pozwalają wygodnie być nieszczęśliwym. Coś w tym jest. Trzeba mieć zapewniony podstawowy byt materialny, aby móc cieszyć się czymś co koi naszą duszę. Jeśli przez długi okres czasu spłacamy "mortgage" za dom, czy samochód, jeśli ledwo wiążemy koniec z końcem, to na pewno trudno być radosną postacią na emigracji. Jak wiemy "byt określa świadomość" ta teza ma wiele racji. Trzeba mieć coś w życiu co bardzo cieszy, by wyciszyć nasze smutki. Pamiętam przed laty, ilekroć byłem w Bieszczadach i rozmawiałem z lokalnymi mieszkańcami o pięknie tego regionu, zdawali się nie podzielać mojej opinii. Gdy chwaliłem lokalne piękno potakiwali tylko głowami mówiąc, ach! piękna okolica, czy też ... ciekawy zabytek. Nie było tego szaleńczego entuzjazmu, tej zapalnej iskry którą przywozi w Bieszczady na przykład turysta z Krakowa. Potrafi on w ciągu 2 tygodni zobaczyć więcej niż lokalny tubylec w ciągu całego życia. Może dla mieszkańców to piękno już się opatrzyło, stało się zwykłą codziennością, może też kwestie finansowe mają znaczenie?
Podobnie z nami w Chicago. Pamiętamy, że w ciągu pierwszych 3-5 lat naszego pobytu tutaj zachwycaliśmy się pięknem tego miasta i zabytkami, a potem to wszystko jakoś powszednieje. Taka już natura ludzka.
Niektórzy twierdzą, że merkantylizm nie ma żadnego wpływu na smutek. Radość nie ma nic wspólnego z finansami ? W niektórych krajach miliony osób żyje w skrajnej biedzie, ale nie widać tam smutku. Może to sprawa klimatu (słońce), mentalności, wychowania, sposobie bycia i życia.
Radość czerpie się z emocji, a nie z pieniędzy. W Polsce obecnie kultura staje się indywidualistyczna, co też zmienia naszą mentalność. Stajemy się coraz bardziej egocentryczni i samolubni.
Może też nasze cechy narodowe: zawiść, ksenofobia, malkontenctwo, niskie poczucie własnej wartości, narzekanie bez powodu...rodzą zawsze zadumanie?
Ale chcę mówić też o smutku egzystencjalnym, każdego on dotyczy. Miewamy w ciągu życia wiele melancholijnych chwil. Obojętnie jaki nasz status finansowy czy matrymonialny, często myślimy o życiu i jego nicości, o przemijaniu, o starzeniu się. Samotność jest kuzynką smutku, doświadcza jej każdy. Samotna jest staruszka mieszkająca przez wiele lat na poddaszu, samotne jest dziecko w 10 osobowej rodzinie. Stanisław Przybyszewski pisał:
"jestem sam - sam nawet wtedy,
kiedy pełno ludzi naokoło mnie;
cała moja siła w tej samotności
i to też mój upadek"
Ileż filozofii i prawdy w tej tezie.
Wykształcenie też wpływa na nasze stany emocjonalne, a jakże. Rosjanie mówią: "mniej wiesz, tym lepiej". To wręcz ironiczne. Może aktualne tylko w pewnych okolicznościach. Wiedza poszerza nasze postrzeganie rzeczywistości, potrafimy wytłumaczyć sobie wiele zjawisk w sposób zrozumiały, co oddala od mas mity i zabobony. Z kolei umysł "mędrca" jest bombardowany ciągle nową wiedzą, co też rodzi pewne niespełnienie i frustracje, czasem też alienację i smutek. Amerykanie mówią: "jeden ma tytuł, a drugi coś umie? Ale to nieprawda, bo tytuł pomaga często rozwiać wątpliwości. Wiedza poszerza horyzonty u każdego...Czasem im więcej wiemy, tym mamy większe wątpliwości? Wszystko źle...im gorzej, tym lepiej?
Melancholia to druga kuzynka smutku. Choć dzisiaj w naszej brutalnej rzeczywistości nie wypada być melancholikiem, a jednak. Tylko kiedyś wypadało, by damy cierpiały na migrenę, a schizofrenia była zwana "chorobą królewską". Dziś wypada być hardym i nieugiętym. Podobno nadwrażliwcy mają inny system nerwowy i częściej zapadają na różne depresje. Ale mała depresja to podobno tylko chwilowa fiksacja mózgu (?) Cierpimy wszyscy na depresję obyczajową, rodzi ona bezsens egzystencji i smutek. Czujemy się smutni i osaczeni przez nicość tego świata. Jesteśmy coraz bardziej samotni w tłumie, i tak już chyba pozostanie, coraz mniej mówimy, cierpimy w samotności. Wszystko runęło z rewolucją informatyczną i globalizmem. Nadmiaru informacji nie jesteśmy w stanie przyswoić, rodzi to frustracje i aliencje. Coraz bardziej stajemy się bezwolną, manipulowaną szarą masą. Zepchniecie nas do roli robotów rodzi frustracje i nicość. Już wybuchła rewolucja melancholii i depresji. Jakie będą jej skutki? Czas pokaże. Jesteśmy tylko konsumentami, a coraz mniej twórcami. Otacza nas bezsens i niewiara w lepsze jutro.
Dziś "wypada" wręcz mówić coraz mniej, otaczać się pajęczyną internetową i brylować w elektronicznych mediach. W pracy jesteśmy śpiewającymi kanarkami, a w domu naburmuszonymi mizantropami. Bezwiednie umieramy z własnej woli. Tylko jakaś rewolucja może nas wyzwolić z tego chronicznego smutku. Podobno mamy geny smutku, może to one programują nasz nastrój? A tak a propos smutków, to niektóre w pewnych okolicznościach, mogą być radosne.
Moje antidotum na melancholie to bezustanna aktywność na różnych płaszczyznach.
Czy zatem naprawę jesteśmy smutnym i przygaszonym narodem? A może to tylko słowiańska melancholia, której świat nie rozumie?

Janusz Kopeć
Chicago, w styczniu 2018


Podziel się swoją opinią*:
SKOMENTUJ!

214.10.11.2


Wpisz za pomocą cyfr rozwiązanie równania:
dwa dodać sześć =
Twój adres e-mail będzie wykorzystany tylko do powiadomienia Ciebie o nowych wpisach w dyskusji.

KOMENTARZE
Ten wpis nie ma żadnych komentarzy.
Napisz pierwszy/a co o nim myślisz!
T.max °C °C °C °C °C °C °C °C
T.min °C °C °C °C °C °C °C °C
Rano
Południe
Wieczór
Noc
Prawd. Deszcz
Kierunek wiatru
Siła wiatru* B B B B B B B B
Indeks UV
Słońce
Wschód
Zachód 01:00 01:00 01:00 01:00 01:00 01:00 01:00 01:00
* - siła wiatru w skali Beauforta
** - Indeks UV - pomiar promieniowania ultrafioletowego (UV)