Podróż Oskara Kolberga na Podkarpacie rok 1872
Podróż Oskara Kolberga na Podkarpacie
rok 1872

Opisy niektórych miejscowości i okolic

(pow. gorlicki)
Biecz, dawniej bogaty gród, dziś, jakby dla wylegitymowania się tylko z świetnej przeszłości, ma wielki, ostrołukowato zbudowany kościół z pomnikami (między nimi nagrobek Kromera), strażnicę miejską, szczątki baszt i murów, wreszcie wieżę po dawnym ratuszu, grodzisko odwiecznego zamku i klasztor reformatorów z starościńskiego zbudowany domu. To wszystko, jak szkielet, opadły z ciała, stoi wśród nędznych strzech, ulepionych z wspaniałych niegdyś domów.
(pow. krośnieński)
Położenie (kraju w okolicy Krosna i Dukli) przecudne. Co krok spotkasz się z rozległymi widokami albo z miejscowościami czekającymi na malarza. Kościoły tu po największej części modrzewiowe. Szkoda, że w budowie swojej przekształcone, nie dochowały cech architektonicznych właściwych naszemu drewnianemu ostrołukowi. Kiedy pobrzeża Wisły, których zaludnienie sięga najdawniejszych czasów, mają jeszcze zabytki piśmienne z nader odległej przeszłości, a w sandeckich górach zachowały się dokumenty od XIII stulecia, to Jasielskie, jako zanadto odsunięte od ówczesnej stolicy, a do tego wystawione na napady Tatarów, Węgrów i Szwedów, nie przedstawia pomników znakomitą zaleconych starożytnością. Niemniej przeto są one ważne a cenne ze względu na sztukę i wartość pamiątkową. Do Biecza i Krosna, dwóch najstarszych tutaj grodów, zbiegło się całe życie okolicy. Tu też zebrać można dane wyjaśniające dzieje okolicy, o której mówimy. Prawie wszystkie wsie koło Krosna leżące są osadami z czasów Kaz(i)mi(e)rza Wielkiego i Władysława Jagiełły. Archiwa kościołów dostarczają na to niewątpliwych dowodów. Byli to po największej części tkacze, stąd nawet nazwa Krosna od krosien ma pochodzić.
Krosno wśród gór, nizin i gajów na Wisłoką, z widokami zamków i dworków na około. Odrzykoń, czyli Kamieniec, stara siedziba wsławionego rodu Kamienieckich, (najszerzej się rozpościera), dalej wynurzają się: ładny Potok, Krościenko, Gorajowice, Zimna Woda i Kunowo, gniazdo Oświęcimów. (Odwiedzający Iwonicz mają) w bliskości: Krosno z nagrobkami Oświęcimów u Bernardynów, Bóbrkę ze studniami nafty, Duklę - ojczyznę św. Jana. Tędy przechodzi dziś (1872) jedyna droga do Węgier transportom przystępna; ciągną się tuż jednym sznurem wozy beczkami wina ładowane, które według starego przysłowia w Węgrzech urodzone, idzie na wychowanie do Polski. Wozy, zaprzęgi, twarze i ubiory woźniców już zgoła inne oznajmiają pogranicze.
(Iwonicz, zakład kąpielowy górski.) Do Iwonicza, opasanego wieńcem lasów, wjeżdża się przez piękną bramę, niby do jakiejś uroczej zagrody. Powietrze tu wyborne, wonią lasów przesiąkłe, chociaż z czterech znajdujących się tu źródeł (w tej liczbie jedno żelaziste) wydobywa się nieco odoru jodu i siarki. Jest tu kilka ładnych domów, altan, sklepów itd. (Widok nieco zacieśniony, otwiera się dopiero uroczo na szczytach gór z dwu tak zwanych glorietek (altanek). Łazienki są tu wielkie i małe). Największą osobliwością Iwonicza jest Bełkotka, źródło położone wysoko w lesie na górze, którego woda barwy zielonej, przesycona gazami, istotnie wciąż bełkoce, jakby wrzała, i pali się płomieniem, jeśli wrzucić na nią zapałkę. Osobliwszy jest zaprawdę widok wody palącej się jak spirytus, ale fenomen ten możliwym jest tylko w jednym rogu. Siedzący tu zawsze gwoli napiwkom chłopak góralski na żądanie zwiedzających zapala źródło, a następnie gasi, rzucając na ogień parę gałęzi świerkowych. Głębokość źródła niewielka, około 6 stóp. Ogrodzenie porządne, żelazne, wkoło ławki, nieco wyżej altana, a przy samym źródle z prawej strony marmurowa tablica z wyrytym wierszem Wincentego Pola.
Krosno, dawniej z świetności słynne, nie o wiele lepiej teraz wygląda jak wtedy, gdy po wojnie szwedzkiej opisywano w lustracji smutny stan jego upadku. Ruiny i rudery ledwo dziś dla studiów archeologicznych przydać się mogą. Rynek otaczają murowane, sklepione, jednolicie zbudowane podcienia. Korytarze te, rozwijające się dziwnie pięknie w perspektywicznym, załączonym tu rysunku, przypominają Sukiennice krakowskie (...)
teraz milczy wyludnione i spustoszałe Krosno, w którym do środka XVII wieku była stolica biskupów przemyskich i 6 kościołów zdobiło miasto. Prócz obrazów i malowania w ołtarzu kaplicy Oświęcimów wiele tu jeszcze marmurowych pomników, rzeźb i ornamentów na świadectwo dawnego bogactwa zostało. Są nagrobki: Kamienieckich, Firlejów i Skotnickich, dziedziców pobliskiego zamku Odrzykonia. Wiele ocalało pamiątek po Szkotach Porcjuszach, tutejszych mieszczanach, i po Oświęcimach, rozsławionych miłosną legendą. Tradycje te stwierdza przysłowie:"Stroi Bona Firleje", bo Firlejów Odrzykoń prawie tuż za miastem (...)
Rymanów, miasteczko (w wyniesieniu) dość porządne, posiada ładny kościół, szkołę rzeźbiarstwa, mieszczącą się w pałacu właścicielki, hr. Anny Potockiej; można tu oglądać i nabywać na pamiątkę gustowne rzeźby drewniane. O pół mil od miasta, ku górom, są źródła mineralne i powstaje zakład kąpielowy, o którego rozwój właścicielka stara się usilnie.
Proś Boga, wędrowcze, abyś za pogody stanął w zakładzie (kąpielowym), bo inaczej musisz się zatrzymać w Rymanowie. Droga bowiem do zakładu z powodu budowy szosy prowadzi od miasteczka łożyskiem rzeki Taby, która w czasie małego nawet deszczu, zasilana górskimi potokami, staje się bardzo burzliwą i kapryśną, co wszakże trwa tak krótko jak gniew ładnej kobiety (?). Za to potem staje się potulną, cichą i skromną, i nader do przebycia łatwą, gdyż: Dość się tylko podkasać pod łydki, a przebrniesz rzekę, nie zmaczawszy nitki. Co też widzę codziennie i w każdym miejscu wielokrotnie praktykowane.
Samo miasteczko Rymanów prócz tego, że położone w bardzo malowniczym miejscu, poprzyczepiane do urwisk i skał, nie ma nic osobliwego, podobne do wszystkich miasteczek Królestwa (Polskiego), Litwy i Galicji. Co krok spotkać się musisz z Żydem najstarszego autoramentu, z wygoloną głową i pejsami, w olbrzymim kapeluszu i czapce z futrem (damy izraelskie strój dawny zupełnie zarzuciły), i słyszeć żargon żydowski. Gdzieniegdzie spotkać można górala lub Węgra z nieodstępną krótką fajeczką i w guńce z kapturem, zupełnie odmiennego od znanych kształtów, zakończonym długą brunatną lub białą frędzlą (pierwsza oznacza katolika, druga unitę), tak że przybysz, widząc tylko te dwa typy jedynie, ma pewną wątpliwość, czy się znajduje w Ziemi Obiecanej, czy w Europie. Rymanów ma kościół parafialny w pięknym położeniu, odbudowany przez Ossolińskich herbu Starża w r. 1783. Ma szkołę rzeźbiarską i koronek, złożone przez czcigodną właścicielkę, hrabinę z Działyńskich Potocką, dla polepszenia bytu miejscowej ludności, która tam uczy się bezpłatnie, a nauczona, obowiązana jest roboty swe sprzedawać we dworze, skąd po cenie prawie kosztu rozchodzą się do miast wielkich; przekupnie nie zaniedbują zyskiwać na nich 75 procent.
(W Kołaczycach (obw. jasielski) miasteczku słynnym niegdyś z wyrobów garncarskich, tak się ubierają mieszczanie: Ubiór starodawny mężczyzn w dni uroczyste jest to długa, sukienna, granatowa, fałdzista kapota, pas jedwabny kolorowy i wysoka, z siwego barana, z wstążkami na boku, czapka). Strój kobiet jest materialna czapka w złote kwiaty, gdzieniegdzie nasadzana perełkami lub droższymi kamieńmi, jupka takaż, podbita lisami lub futrem białym, fałdzista w kwiaty spódnica i czerwone albo żółte na korkach trzewiki. Młodsze mężatki stosują się już do ubioru teraźniejszego miast większych. Dziewczęta noszą długie sploty włosów z rozpuszczonymi na plecy wstążkami, kaftaniki białe lub kolorowe gorsety, z wywiniętą na nie około szyi suto obszlarkowaną koszulą, białe perkalowe krótkie spódnice i fartuszki i różnobarwne trzewiki. Mowa gminna jest dialektem mazowieckiego.
Powyższy - autentyczny - tekst pochodzi z książki Oskara Kolberga "Sanockie - Krośnieńskie " wydanej pod opieką naukową i z funduszu Polskiej Akademii Nauk.

Janusz Kopeć
Chicago, w lipcu 2019