Jerzy Kopczewski - artysta bez granic
Od Z do A
od Zakopanego do Ameryki


Jerzy Kopczewski - artysta bez granic

Panie Jerzy, gratuluje 50-lecia pracy artystycznej. Pół wieku na scenie, to niebywałe. Jak pan celebrował ten jubileusz?
- Te pięćdziesiąt lat dzielę na pół, dwadzieścia pięć lat grałem w Polsce, następne ćwierć wieku w Kanadzie i USA. Było nastrojowo i wspomnieniowo, a program artystyczny prowadziła Alicja Bachleda - Curuś znana aktorka i piosenkarka.

Teatr to magiczne zwierciadło. Jak widzi pan siebie w tym niezwykłym lustrze, po latch i z dystansu?
- Otoż ja nie zamierzałem być aktorem. Rozpocząłem studia w Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie. Myślałem, że zostanę malarzem, grafikiem, plakacistą...ale los chciał inaczej. Po pierwszym roku studiów zjawiłem się w Piwnicy pod Baranami. Klimat i urok tego miejsca oczarował mnie bez granic. Postanowiłem zostać aktorem?

Jakie były początki?
- Start miałem doskonały, bo Teatr Laboratorium Grotowskiego, najpierw w Opolu jako Teatr 13 Rzędów, potem we Wrocławiu. To specyficzny ubogi teatr... przestrzeń teatralna, nie ma sceny, nie ma widowni, widz jest uczestnikiem przedstawienia, odrzucenie wszystkiego co zbędne. Następnie doskonaliłem umiejętności w PWST w Warszawie. Był krótki epizod zawodowy w Teatrze Ludowym w Warszawie. Ale artystycznie ukształtowały mnie teatry krakowskie (Bogatela, Słowackiego, Ludowy) i Piwnica pod Baranami.

Czym pan ubarwił Piwnice pod Baranami?
- Realizowałem różne programy "piwniczne", tam rozpocząłem moje monodramy. W Teatrze Jednego Aktora potrafiłem skupić atencję widowni, to się podobało. W Piwnicy były rewie piosenek, śpiewałem z Mieczysławem Święcickim. Piwnica nie miała jakichś rygorów, to był zlepek zdolnych ludzi, którzy tworzyli program, a każdy wieczór był inny. To było miejsce magiczne, bastion za którym chowała się inteligencja przed szarzyzną komunistyczną.

W monodramie jest pan najlepszy. Potrafi pan stworzyć dramaturgię i niezwykłą ekspresję. To forma "teatru ubogiego",wymagająca niezwykłego talentu, a pana dialog z publicznością jest uniwersalny.
- Bo wie pan, forma monodramu oparta jest na trzech komponentach...słowo, aktor i dobrze słuchająca widownia. To wszystko jakoś udaje mi się połączyć srebrną nicią.

Grywał pan różne monodramy, co decydowało o doborze tytułów?
- Przede wszystkim autor i nośność tekstu. "Konopielkę" Redlińskiego i "Trans-Atlantyk" Gombrowicza grałem kilkadziesiąt razy. Monodram wcale nie jest łatwy np. 30 stron maszynopisu trzeba zapamiętać i zaprezentować w sposób ciekawy, no i ta nieustająca walka samego z sobą. Zagrałem 16 znaczących monodramów.

Wiem, że były jakieś wątki chicagowskie.
- Ach, tak! Konopielkę prezentowałem dwukrotnie w klubie Polamer, a było to w maju 1981 roku. Do dziś zostały wspomnienia. Pan Walter Kotaba - znany promotor sztuki - rozpoczął wtedy barwny pochód polskiego teatru w Chicago.

Pana aktorstwo zadziwia. Ten indywidualizm, ten dynamizm, ta ekspresja.
- Dziękuję bardzo, zawsze staram się prezentować tekst w sposób oryginalny i przekonywujący, nie ma taryfy ulgowej, bo widz to natychmiast wychwyci.

Ma pan doskonałą pamięć, nie uznaje pan instytucji suflera.
- Raczej nie narzekam na pamięć, chociaż zdarzyło mi się kiedyś (30 lat temu) zapomnieć tekstu. Było to w Katowicach - Ligocie w klubie studenckim "Straszny dwór" gdzie prezentowałem "Konopielkę" Redlińskiego. Nagła amnezja. Była 12 w nocy, nie miałem tekstu. Przeprosiłem na chwilę, wyszedłem...ale przyszło olśnienie.

Co jest najważniejsze w teatrze?
- Prawda i ciekawy repertuar, temat który trzeba prawdziwie przekazać.
Wszystko jest ważne....warsztat, talent, perfekcja, inteligencja, intuicja, błyskotliwość...a nawet łut szczęścia. Ja jestem człowiekiem kreatywnym, lubię zagospodarować przestrzenie czasowe wokół mnie, pracując w Teatrze Słowackiego w Krakowie prowadziłem też swój teatr "Format", w którym aktorzy realizowali swoje ambicje i pragnienia. Tam każdy mógł się wyżyć.

Czego nauczył pana teatr Grotowskiego?
- Dyscypliny twórczej, odpowiedzialności za całość, pewnej powściągliwości, unikania zbędnej egzaltacji.

Opera ma 400 lat, znamy sławne opery, muzyka poważna ma sławnych kompozytorów, a teatr?
- Też ma sławy, at choćby Szekspir. A w Polsce po wojnie opierano się na triadzie Mickiewicz-Słowacki-Krasiński, także inni...Fredro. Wszystko jednak zależy od wybitnych aktorów, a nie od reżysera.

Jak się miewa polski teatr po transformacji ustrojowej?
- Teatr z trudem musi się przystosować do innego sposobu myślenia, teatry zawierają teraz umowy kontraktowe na dany tytuł, czy też "wypożycza" się aktorów z innego teatru do jakiejś tam roli i płaci tylko za wykonaną pracę. Dawnej byt etatyzm, czy się grało czy leżało była pensja. Powstają też teatry prywatne.

Jak to się stało, że zdolny i doceniany aktor w Polsce decyduje się wyemigrować?
- Nie były to kwestie merkantylne, ani polityczne...może zwykła ciekawość świata.
W 1980 roku przyjechałem do Toronto, tu przeniosłem moją kreatywną działalność, założyliśmy teatr. Zrealizowaliśmy siedem dużych spektakli, między innymi Betlejem Polskie miało tu premierę, wystawiane było kilkanaście razy, potem prezentowane było w Chicago (1996). Pokazaliśmy też Betlejem Polskie w Krakowie, gdzie tysięczna widownia podziwiała 108 aktorów.

Do dziś pamiętamy sukces tego przedstawienia w Chicago. Ale zawładnął pan całą Kanadą, potem było Vancouver?
- O, tak. To piękne miasto. Założyliśmy Teatr Popularny. Kilkanaście sztuk było prezentowanych, monodramy też. Tutaj właśnie otrzymałem państwowe odznaczenie Gloria Artis.

Należne zresztą. Gratuluję. Ciekaw jestem czym różni się Polonia kanadyjska od amerykańskiej?
- Niczym, może kanadyjska jest nieco bardziej wysublimowana artystycznie. Ale wszędzie jest religia i folklor, tak musi zresztą być, to nasza polskość.

Pana zainteresowania poza teatrem?
- Rower i kajak.

Słowo do Polonii.
- Pozdrawiam całą Polonię, odwiedziłem artystycznie wszystkie większe skupiska w USA i Kanadzie. Nasze trwanie w polskości to fenomen. Nie zmarnujmy tego. Popierajcie polską kulturę, bez niej rozpłyniemy się w anglojęzycznym morzu obcości. A tak a propos to ja nie czuję się emigrantem - choć 20 lat mieszkam w Kanadzie. Jestem aktorem "na delegacji". Nie wykonywałem nigdy żadnej pracy zawodowej, poza aktorstwem.

Kiedy zobaczymy pana na chicagowskich scenach?
Już niebawem, bo w piątek 18 marca w Art Gallery Kafe zaprezentuje dwuosobowy spektakl Andrzeja Wanata "Pragnienie".
Dzień później, 19 marca, w Jezuickim Ośrodku Milenijnym w Chicago przedstawię monodram "Jaśnie Pan Jakub" autorstwa Wiesława Myśliwskiego. Zapraszam.

- Sukcesów życzę.

Rozmawiał Janusz Kopeć.
Podziel się swoją opinią*:
SKOMENTUJ!

214.10.11.2


Wpisz za pomocą cyfr rozwiązanie równania:
osiem dodać dziewięć =
Twój adres e-mail będzie wykorzystany tylko do powiadomienia Ciebie o nowych wpisach w dyskusji.

KOMENTARZE
Ten wpis nie ma żadnych komentarzy.
Napisz pierwszy/a co o nim myślisz!
T.max °C °C °C °C °C °C °C °C
T.min °C °C °C °C °C °C °C °C
Rano
Południe
Wieczór
Noc
Prawd. Deszcz
Kierunek wiatru
Siła wiatru* B B B B B B B B
Indeks UV
Słońce
Wschód
Zachód 01:00 01:00 01:00 01:00 01:00 01:00 01:00 01:00
* - siła wiatru w skali Beauforta
** - Indeks UV - pomiar promieniowania ultrafioletowego (UV)