Jedno wiem, że muzykować i śpiewać nigdy nie przestanę
Jedno wiem, że muzykować
i śpiewać nigdy nie przestanę


Ciągle piszę libretto do opery mojego życia

Józef Homik - to wielki talent, artysta bez granic, jeden z najznamienitszych polskich śpiewaków operowych. Kształcił się w Salezjańskiej Szkole Organowej w Przemyślu. Potem w Szkole Muzycznej w Rzeszowie. Tam odkryto niezwykłe walory głosowe młodego śpiewaka. Jego głos jakże barwny, ciepły i bogaty. To głos, który wzrusza, chwyta za serce. Następnie podjął studia wokalne u profesora Jerzego Karolusa. Debiutował w 1977 roku w Państwowej Operze Śląskiej w Bytomiu, wystąpił w operze "Rusłan i Ludmiła". Na jego niepospolity głos zwrócili uwagę krytycy. Posypały się nowe oferty, ale pozostał wierny Operze Bytomskiej. Swym pięknym tenorem śpiewał w "Traviacie", "Tosce","Strasznym dworze","Królu Rogerze". Szczególny sukces odniósł w operetce "Baron cygański". Warszawski Teatr Wielki zaprosił go do współpracy. Tam debiutował partią Rudolfa w "Cyganerii". Śpiewał znaczące partie w kilkunastu operach. Dwukrotny zwycięzca Festiwalu Arii i Pieśni im. Jana Kiepury w Krynicy Zdroju. Brał udział w wielu festiwalach muzycznych. Występował na estradach licznych filharmonii, brał udział w programach telewizyjnych. Odnosił sukcesy we Francji, Austrii, Włoszech, Czechosłowacji, Rumunii, na Węgrzech i w RFN. W Ameryce rola Jontka w "Halce" zaskarbiła mu uznanie polonijnej publiczności.

- Witam wybitnego śpiewaka. Gratuluję sukcesów artystycznych i niezwykłej barwy głosu. Twój tenor zachwyca. Zacznijmy może od roku 2004, wtedy zostałeś odznaczony medalem 750-lecia miasta Bytomia. To na wniosek Światowego Kongresu Kresowian. Gratuluję. Dlaczego akurat uczynił to Bytom?

Byłem zaszczycony tym wyróżnieniem. Myślę, że jedynym powodem tego był fakt, że w Operze Śląskiej w Bytomiu śpiewałem przez 10 lat jako czołowy solista. Bardzo pokochałem tę scenę, dużo jej zawdzięczam, na tej scenie odniosłem największe sukcesy. Tam śpiewałem 15 premier wykonując w każdej operze pierwszoplanowe partie tenorowe. Zaprzyjaźniłem się z wieloma mieszkańcami Bytomia. Pokochałem to miasto.

- Jaki repertuar śpiewałeś?

Bardzo różnorodny, od polskich oper poczynając, takich jak "Straszny dwór" i "Halka" Stanisława Moniuszki, "Król Roger" Karola Szymanowskiego, poprzez wielką klasykę włoską..."Traviata","Tosca","La Boheme","Madame Butterfly","Nabucco", "Aida","Rigoletto". Liczne oratoria: Requiem Verdiego, Requiem Mozarta, IX Symfonię oraz Missa Solemnis Beethovena, Te Deum Berlioza, III Symfonię i Harnasie Szymanowskiego.

- Którą operą jesteś najbardziej zauroczony?

"Toscą" Giacomo Pucciniego, ale nie tylko, śpiewałem przecież tyle oper. Moi ulubieni kompozytorzy to: Puccini i Verdi. Oni dwaj chyba najbardziej wiedzieli jak pisać dla śpiewaków. Ich dzieła są tak pięknie skomponowane, że radością jest śpiewać te opery. Doskonałe muzycznie.

- We Włoszech podobno wszystko jest operą, tam każdy śpiewa?

Będąc wielokorotnie na festiwalach operowych we Włoszech śpiewałem takie opery jak: "Nabucco", "Cyganerię", "Toscę","Traviatę". Przechadzając się ulicami pięknych miast włoskich słyszałem wielokrotnie jak niektórzy Włosi podśpiewują sobie fragmenty słynnych arii z różnych oper. To niesamowite i możliwe tylko w Italii. On żyją operą. To dla nich żywioł.

- Józef Homik - to śpiewak operowy, artysta o nieprzeciętnej skali głosu. Potrafisz zaśpiewać prawie wszystko. Z jednakową łatwością wykonujesz arie operowe, efektowne arie musicalowe, pieśni polskie i światowe, także utwory lżejszego gatunku. Kto odkrył twój talent w Polsce?

Z powołania i zawodu jestem organistą, z zamiłowania zaś śpiewakiem operowym. W 1961 roku ukończyłem z wyróżnieniem specjalistyczną szkołę organową prowadzoną przez ponad 50 lat przez księży salezjanów w Przemyślu. Następnie byłem asystentem profesora w tej szkole, uczyłem gry organowej i solfeżu. W dwa lata później na polecenie towarzysza Gomułki szkoła została zamknięta. Fascynowała mnie gra organowa jak również śpiew solowy. Podobno śpiewałem od małego dziecka. Patrząc z perspektywy 50 lat zawodowego śpiewania doszedłem do wniosku, że jest to bez wątpienia dar Boży jaki otrzymałem w prezencie przychodząc na ten świat. A z moich wieloletnich obserwacji przekonałem się, że śpiewu operowego nie można się nauczyć, z takimi predyspozycjami trzeba się urodzić. Najważniejsze atuty śpiewaka operowego to skala głosu i jego barwa, muzykalność. Bardzo ważna jest pamięć muzyczna, bez której nie można występować na scenie. Oczywiście głos należy stale trenować poprzez odpowiednie ćwiczenia pod okiem dobrych pedagogów, którzy pozwalają na to, by głos rozwijał się w sposób naturalny i nie stracił swoich pierwotnych walorów. Ja miałem to szczęście natrafić na takiego pedagoga, był nim prof. Karoluś z Warszawy. On po roku moich studiów stwierdził, że jestem gotowy do debiutu na scenie operowej.

- I wtedy rozpocząłeś swoją karierę. Jakie to były lata?

Moje początki to rok 1972. Wtedy po raz pierwszy uczestniczyłem w Festiwalu im. Jana Kiepury w Krynicy Zdroju. Zdobyłem I nagrodę, którą powtórzyłem w roku 1975. Po konkursie otrzymałem wiele propozycji z większości teatrów operowych w Polce. "Kurier Polski" napisał wtedy o mnie, "Czyżby narodziny nowego Kiepury?" Było to miłe, a ta recenzja zmobilizowała mnie do solidnej pracy. Wybrałem Operę Śląską w Bytomiu.

- Dlaczego akurat Operę Śląską?

Była to wylęgarnia talentów. Wspomnę choćby parę słynnych nazwisk...Stokowacka, Szostek- Radkowa, Ochman, Paprocki, Hiolski. Ta opera kwitła zaraz po wojnie. Tam śpiewali wtedy najsławniejsi. Wiesław Ochman śpiewał 5 lat.
Śpiewałem nie tylko w Bytomiu. Koncertowałem w wielu krajach, w Czechosłowacji, Rumunii, na Węgrzech, śpiewałem z Teatrem Wielkim z Warszawy w Moskwie, w słynnym Teatrze Bolszoj. Z Teatrem Wielkim w Warszawie byłem związany współpracą solistyczną za czasów dyrektora Roberta Satanowskiego. Oprócz tego w okresie letnim wyjeżdżałem z naszą Operą Śląską, także z Operą Krakowską na występy do Włoch, na Sycylię. Prezentowaliśmy tam wielkie dzieła włoskie, "Traviatę", "Nabucco", "Cyganerię, "Toscę". Również koncertowałem z wieloma filharmoniami poza granicami naszego kraju wykonując wielkie dzieła oratoryjne. W większości były to utwory o tematyce religijnej, między innymi: Requiem Verdiego, Requiem Mozarta, Te Deum Berlioza, Missa Solemnis Beethovena, IX Symfonia Beethovena. Były to występy z Filharmonią Narodową w Warszawie, z Filharmonią Poznańską, Krakowską, Opolską. Występowałem w wielu krajach Europy, wyjeżdżałem wielokrotnie do Austrii, Szwajcarii, Niemiec, Holandii, Belgii, Luksemburga.

- Jak wygląda życie śpiewaka operowego? To przecież ciągłe podróże, koncerty, może nawet stresy?

Bywa się często "na walizkach". Latem, gdy była przerwa urlopowa jeździliśmy na tak zwane letnie festiwale operowe do Włoch, gdzie wykonywaliśmy klasyczne pozycje włoskie. Panowały w tym czasie duże upały, ale zawsze się zarobiło trochę lirów, co nie było bez znaczenia dla śpiewaka operowego. Bardzo mile wspominam wyjazdy z Filharmonią Katowicką do Francji, do miejscowości La Chaise Dieu, gdzie odbywały się słynne festiwale muzyczne. Byłem tam zapraszany pięciokrotnie, śpiewając słynne dzieło Hectora Berlioza, Te Deum. Dla przykładu podam skład, 100 osobowa orkiestra Filharmonii Katowickiej, 300 chórzystów, 50 osobowy chór chłopięcy, organy, no i ja z moją partią tenorową. Pytałeś o stresy. Otóż wszyscy śpiewacy mają tremę. Jeśli nie jest to trema paraliżująca, to wszystko w porządku. Poważne stresy są podczas niedyspozycji głosowej, ale to nie zdarza się często.

- Co sprawiało ci najwięcej radości podczas śpiewania w Polsce?

Podobałem się publiczności, miałem uznanie krytyków muzycznych. Występ na scenie to rodzaj narkotyku. W Chicago powróciłem do pierwotnego zawodu. Byłem organistą w Bazylice św. Jacka. Organista - to zawód artystyczny, może nie wszyscy o tym wiedzą. Wystarczy sięgnąć pamięcią do historii. Nasz wielki kompozytor i twórca opery narodowej, sławny Moniuszko był organistą. Również J.S. Bach, Haydn, Handel, większość kompozytorów francuskich, wszyscy byli organistami i pisali wielkie dzieła. Ja takich dzieł nie tworzyłem, ale komponowałem muzykę religijną. Pisałem pieśni solowe na różne uroczystości kościelne, między innymi napisałem pieśń ku czci Ojca Świętego Jana Pawła II na 25-lecie pontyfikatu, także pieśni maryjne, eucharystyczne, psalmy, kolędy. Śpiewałem z Operą Krakowską dla Ojca Świętego. Było to w Jego letniej rezydencji w Castel Gandolfo. Śpiewałem wtedy arię Jontka z "Halki", St. Moniuszko. Papież był bardzo wzruszony.

- Muszę zapytać, dlaczego tak sławny artysta opuścił Polskę?

Samą sztuką żyć się nie da. Decydując się na wyjazd do Ameryki wiedziałem, że nie będzie łatwo. Byłem tu przedtem trzy razy z koncertami dla Polonii.

- Czy trudno było odnaleźć się słowikowi znad Wisły na Ziemi Amerykańskiej?

Raczej tak. Opera w Ameryce to bunkier trudny do zdobycia. Tu ceni się wcześniej już sprawdzonych śpiewaków i takich się angażuje. Trzeba mieć wielkie układy, koneksje, dużo szczęścia, przydałoby się jeszcze pochodzenie. Sam talent to za mało. Oczywiście nie mogę narzekać na brak śpiewania w Ameryce. Występowałem tu sporo. Śpiewałem "Halkę" w Chicago, Toronto i Hamilton. Występowałem z wieloma filharmoniami, z Northwestern Philharmonic Orchestra, z Orkiestrą Lyric Opera Chicago, z Orkiestrą Polsko-Amerykańską "Paso". Miałem tutaj wiele koncertów, szczególnie gdy żył śp. Henryk Wawrzyczek, wspaniały pianista i akompaniator. On to był animatorem kultury muzycznej przez 25 lat. Organizował przez wiele lat "Spotkania z muzyką". Zorganizowaliśmy wspólnie prawie 40 koncertów dla Polonii. Wykonywaliśmy różne przekroje operowe, operetkowe, musicalowe, pieśni neapolitańskie, czeskie, polskie, rosyjskie.

- Opera ma 400 lat, to sceniczne dzieło muzyczne, wokalno-instrumentalne, w którym muzyka współdziała z akcją dramatyczną. Czy jest możliwa modyfikacja opery klasycznej, myślę tu o zmianie libretta, aranżacji, sposobie śpiewu?

Absolutnie w operze niczego się nie zmienia. Operę śpiewa się tak jak przed laty. Jedynie zmiany zachodzą wtedy, gdy w partyturze kompozytor sam to zaznaczy. Nie ma mowy o modyfikacjach, zmianach. Może się tylko zmienić reżyseria.

- Opera to kapryśna primadonna, ma tyle barw i odcieni, zapachów i kolorów. W ostatnim stuleciu wysublimowała się bardzo. Czy w naszej wirtualnej rzeczywistości i chaosie medialnym opera ma wciąż niepodważalną pozycję?

Opera to ogromna machina, tysiące ludzi, ma zazwyczaj bogatych sponsorów. W Polsce przedtem mecenat miało państwo, teraz chyba państwo subwencjonuje tylko Teatr Wielki w Warszawie, inne przybytki muzy muszą utrzymywać się same. Festiwale operowe w Polsce już teraz nie istnieją bez sponsorów.

- Dlaczego właśnie Włosi są mistrzami opery? Czy to tradycje historyczne, niezwykła muzykalność tego narodu? Tam wszystko jest śpiewaniem.

Włosi "wynaleźli"operę. Tam się wszystko zaczęło od najdawniejszych czasów. To piękny kraj, pełen naturalnego uroku, najbardziej rozśpiewany na świecie. Podziwiam ich. Oni zadziwili świat. A śpiewanie to przecież narkotyk, trudno zaprzestać.

- Największy śpiewak operowy wszechczasów?

Trudno powiedzieć. Wysoko stawiam tę sławną trójkę...Pavarotti, Domingo i Carreras...Moim ulubionym głosem operowym jest Placido Domingo. On ma niesamowity żar, ogromne ciepło, jest szalenie muzykalny, jest znakomitym pianistą, dyrygentem. To wszystko się splata na jego wielki sukces.

- Czy w Polsce mamy talenty operowe?

Mamy znakomitych śpiewaków...Szostek - Radkowa, Karczykowski, Donat, Lisowska, Ochman, Żylis - Gara, Kubiak, Toczyska, mnie też tu umieszczono. Jeśli chodzi o tenorów polskich...Ochman, Karczykowski, Morka, Paprocki, Kiepura, Homik, Pustelak, Raptis, Szopski, Domieniecki.

- Trzy największe opery świata to?

La Scala mediolańska bezwzględnie przoduje. To scena niewielka, ale znacząca i znamienita. Potem Metropolitan Opera w Nowym Jorku, później Covent Garden w Londynie. Liczy się nasza Lyric Opera w Chicago, Staatsoper w Wiedniu, także Opera w Paryżu.

- Artyści operowi to chimeryczne typy. Zawsze szokują innością, nonkonformizmem. Czy wynika to z zawodu, czy osobowości śpiewaka.

Tu trudne pytanie. Obracałem się wśród znakomitych gwiazd. Artyści śpiewający mają coś dziwnego w psychice. To bycie na scenie, wczuwanie się w rolę, powoduje zmianę charakteru. Nie wszystkie panie potrafią śpiewać jak Maria Callas, ona potrafiła doskonale operować głosem i wytrzymać wszystko. Artysta powinien śpiewać to co potrafi, na przykład żeby zaśpiewać Traviatę trzeba dysponować lirycznym sopranem koloraturowym, żeby zaśpiewać Salome Ryszarda Straussa, trzeba dysponować głosem absolutnie dramatycznym, o wielkiej sile. Zawsze do swojego głosu trzeba dobierać repertuar, wszystkiego śpiewać się nie da.

- Tempus fugit, czy ma odmienny wymiar dla śpiewaków operowych? Podobno po czterdziestce odnosi się największe sukcesy?

No tak, bo głos jest wtedy bardziej dojrzały. Ja nie znam przypadków, by ktoś odniósł wielkie sukcesy mając 25 czy 30 lat. Pavarotti gdy miał 30 lat był mało znanym śpiewakiem, dopiero potem oszołomił świat swym talentem. W nieco późniejszym okresie głos brzmi najlepiej.

- Nie żałujesz własnej kariery, gdybyś został w Polsce, byłbyś sławą operową. Niektórzy mówią, że Homik to zmarnowany talent?

Ja bym tego tak nie określił. Wszystko ma swój czas w życiu. Ja zacząłem dość późno, debiutowałem w Bytomiu mając 35 lat. Tak późno mało kto zaczyna. Moje 15 lat śpiewania scenicznego było sukcesem. Nie liczę mojego śpiewania estradowego w Europie czy Stanach. Ja uważam, że pewien okres w moim życiu mam zamknięty jeśli chodzi o operę. W miarę upływu lat, nie jest się predysponowanym do tego, żeby znowu rozpoczynać karierę na scenie. Ale gdy w 1995 roku byłem zaproszony na 50-lecie Opery Bytomskiej, to z dużym powodzeniem zaśpiewałem partię Jontka w "Halce".

- Pracowałeś długo w Bazylice św. Jacka w Chicago. Jak wspominasz tamten okres?

Ta praca mnie inspirowała i fascynowała. Stale coś pisałem i komponowałem, śpiewałem partie solowe w kościele. Tam miałem wspaniałe audytorium, na niektórych mszach uczestniczyło 3 tysiące wiernych, to tak jak na scenie operowej.

- Twój głos i talent podziwia w Chicago cała Polonia. Do kościoła na Jackowie przyjeżdżali Polonusi z dalekich suburbs, by posłuchać śpiewu Homika.

To bardzo miłe co mówisz, istotnie tak było. Ogromnie się cieszę, że mam takie uznanie wśród Polonii, to wielki zaszczyt dla mnie, dziękuję bardzo.

- Pracujesz teraz jako organista w kościele św. Konstancji w Chicago.
To zapewne nowe wezwania dla ciebie, jakie?

Tak. Parafia celebrowała niedawno (2016) 100 - lecie istnienia. Było wiele uroczystości i wspomnień. Ksiądz proboszcz Tadeusz Dzieszko to wspaniały duszpasterz i dobry organizator. Potrafi docenić każdego. Praca moja obecnie jest radością i spokojem.

- Jak sławny artysta patrzy na Polonię?

Ja kocham ludzi. A propos Polonii to z punktu widzenia artystycznego niewiele się dzieje. Mamy orkiestrę PASO, prowadzoną przez Barbarę Bilsztę, śpiewałem z nimi kilka koncertów, także z Brygidą Bziukiewicz. Mamy kabaret "Bocian", Chopin Theatre, Copernicus Center. Gdy żył Feliks Konarski wszystko inaczej wyglądało. Nie ma odpowiedniej siedziby, sceny, to jest ogromna bolączka.

- Podobno, by zostać megagwiazdą trzeba się urodzić w odpowiednim czasie, mieć trochę talentu, dużo koneksji i szczęścia. Jak brzmi twoje motto artystyczne, a jak życiowe?

Ja zawsze stawiałem sobie wysoko poprzeczkę. Od 30 lat jestem organistą w Chicago. Moje artystyczne motto: wykonywać swój zawód na najwyższym poziomie. Życiowe motto: szczęście to każda chwila dnia codziennego.
Megagwiazdą nie jestem, niebiosy inaczej zaprojektowały mój los. Ale cieszę się, że Opatrzność jest dla mnie łaskawa. Moje życie jest przecież kolorowe i ciekawe. Pomimo licznych przeciwności losu, zachowałem pogodę ducha, a śpiewając na chwałę Bożą przybliżam też Polonii naszą ojczyznę.

- Zbliżają się twoje 75 urodziny i 40-lecie śpiewania. Może jakieś dyplomy, medale i nagrody otrzymasz? Jakie myśli będą z tobą tego dnia?

Nie spodziewam się wielkich glorii. Będzie skromny jubileusz. Otrzymałem już Złoty Krzyż Zasługi od prezydenta RP i "Medal za zasługi dla Kościoła" od księdza kardynała Józefa Glempa. Teraz wystarczy mi już tylko ludzka życzliwość.

- Ileż skromności i pokory w twoich słowach. Życzę byś nadal pisał libretto do opery swojego życia, by muzy były łaskawe dla ciebie, a twój aksamitny głos koił nadal nasze emigracyjne rozterki.

Rozmawiał: Janusz Kopeć

Podziel się swoją opinią*:
SKOMENTUJ!

214.10.11.2


Wpisz za pomocą cyfr rozwiązanie równania:
dziesięć minus cztery =
Twój adres e-mail będzie wykorzystany tylko do powiadomienia Ciebie o nowych wpisach w dyskusji.

KOMENTARZE
Ten wpis nie ma żadnych komentarzy.
Napisz pierwszy/a co o nim myślisz!
T.max °C °C °C °C °C °C °C °C
T.min °C °C °C °C °C °C °C °C
Rano
Południe
Wieczór
Noc
Prawd. Deszcz
Kierunek wiatru
Siła wiatru* B B B B B B B B
Indeks UV
Słońce
Wschód
Zachód 01:00 01:00 01:00 01:00 01:00 01:00 01:00 01:00
* - siła wiatru w skali Beauforta
** - Indeks UV - pomiar promieniowania ultrafioletowego (UV)