Dzień Zmarłych
Dzień Zmarłych

To szczególne święto w naszej obrzędowości religijnej. Tyle wspomnień, tyle wzruszeń związanych z Zaduszkami. Nie mamy w Ameryce Wszystkich Świętych. Memorial Day celebrowany w maju ma inny charakter i historię, a Halloween jakże odbiega od naszego święta. Polskie Zaduszki mają wielowiekową tradycję. Każdej jesieni na ziemiach polskich celebrowano święto "Dziadów". Przyrządzano potrawy na ucztę "tryznę" i niesiono je uroczycie na żalnik. Na cmentarzach palono olbrzymie ogniska, by dusze mogły łatwiej przyjść z zaświatów. Kapłan wywoływał duszę zmarłych rzucając za każdym imieniem jadło w ogień. Usiłowano zjednać duchy składając dary do grobu, także na groby zanoszono poczęstunek dla umarłych. "Dziady" - duchy, były wszędzie.
Święto umarłych Słowianie celebrowali ongiś wiosną. Sute stypy pogrzebowe były kiedyś tradycją. Zapraszano na nie ubogich prosząc zarazem o modły za zmarłych, dawano im też pieniądze. W Zaduszki nie wolno było pracować przy lnie "żeby duszyczkom nie zaprószyły się oczy", nie wolno było uderzać pięścią w stół, by nie obrazić dusze zmarłych. Wierzono , że w przeddzień Zaduszek powstaje w kościele wielka jasność, a przybyłe z zaświatów dusze modlą się przed ołtarzem. Po północy dusze przybywają do domów. Pewna matka bardzo opłakiwała zmarłą córkę. Zapragnęła, by ją ujrzeć o północy w kościele, pozostała tam na noc...
Gdy północ się zbliżała zaczęły wchodzić dusze zmarłych, poprzedzał je orszak duchowieństwa w czerni, płonęły świece. Szła też jej córka niosąc wielki dzban, a przechodząc koło matki rzekła: w tym dzbanie są łzy przez ciebie wylane, nie płacz mamo już za mną więcej, ten dzban pełen twoich łez, jest mi ciężko nosić...
Niebawem zapłoną świece na cmentarzach. Gorejące ogniki mrugać będą wszystkim. I tym, którzy leżą na zagubionych cmentarzach , i tym którzy spoczywają w kunsztownych grobowcach. Wobec śmierci wszyscy jesteśmy równi. Cmentarze napawają zadumą i refleksją. Każdy ma swój odrębny charakter i smutek. Posępne nagrobki kłaniają się wszystkim, a epitafia przypominają o chwilowym ziemskim bytowaniu...memento mori...pamiętaj, że umrzesz. Wszędy doleci śmierć bez skrzydeł ptaka, chwyci w swe szpony Litwina, Polaka.
Dla mnie Wszystkich Świętych to szczególny dzień. Gdy studiowałem w Krakowie, zawsze jechałem na Podkarpacie, na grób mojego ojca. Do dziś widzę te łuny świetlne i miliony migających zniczy, czuję zapach świec i jedliny. To było takie uroczyste, podniosłe i natchnione, jakby jakiś festiwal życia i śmierci, celebrowany w jesiennym pejzażu. Zawsze zapalaliśmy też znicze na kwaterach wojennych, których tak wiele w tamtym regionie. Czasem musiałem wracać do Krakowa wieczorem w dniu Wszystkich Świętych. Była to niesamowita i sentymentalna podróż. Co parę kilometrów w niebo wznosiły się łuny świetlne, gdy podjeżdżałem bliżej cmentarza mrugało do mnie miliony świateł, to jakby dusze szeptały...my tu jesteśmy. Nigdy nie zapomnę tego widoku, tego teatru śmierci.
W Chicago Dzień Zmarłych w zasadzie nie istnieje. Przytłacza go krzykliwy Halloween. Ale widuje się Polaków na cmentarzach, płoną świece, w kościołach odprawiane są nabożeństwa. Kultywyjmy ten piękny obyczaj. Nawet jeśli nie mamy zmarłych na cmentarzach, wybierzmy się na polskie nekropolie, by zadumać się nad własnym życiem i zapalić komuś świece. Polecam szczególnie St. Adalbert Cemetery i Maryhill Cemetery, oba w Niles przy Milwaukee Ave.

Janusz Kopeć
Chicago w pażdzierniku 2021