Amerykanie
każdy stan Ameryki
to osobne państewko
dumę w herbie miewa
osobny hymn śpiewa

Amerykanie

Amerykanie to pragmatycy i indywidualiści. Narodowy charakter Amerykanina ukształtowany przez pionierów jest konglomeratem wielu czynników. Są to uwarunkowania historyczne, gospodarcze, obyczajowe, społeczne i religijne. Także mass media kreują od lat typowego "Homo Americanus". Ameryka próbuje zhomogenizować wszelkie nacje, ale nie jest to możliwe, ten "melting pot" popękał i nie można go już skleić. W tym 380 milionowym kraju mieszkają niemal wszystkie nacje świata, tutaj słychać kilkadziesiąt różnych języków. Amerykanin podobno rozpoznaje po akcencie...może też trochę po wyglądzie (?) mieszkańca Nowego Jorku, Teksasu, czy Chicago, nie mówiąc już o stanach Nowej Anglii. W bogatej Ameryce istnieje wiele pospolitych sądów i opinii o mieszkańcach poszczególnych stanów. Powędrujmy zatem po drogach i bezdrożach tego kraju.
Zajrzyjmy do Nowej Anglii...Maine, Vermont, Connecticut, New Hampshire, Massachusetts. Tam zaczęła się Ameryka, tam jest największe bogactwo, także ogromny snobizm, największy dochód per capita. Mieszkałem kiedyś u mojej ciotki w Hartford. Przez miesiąc pokazywała mi najważniejsze zabytki regionu, pytając ciągle jak mi się podoba. Potem nakazała swoim synom, by mi przybliżali piękno wschodnich stanów. Pamiętam, że wdarliśmy się nawet na sam szczyt góry Washington, w stanie New Hampshire. Ciągle mi przypominano, wiesz! My mamy Harvard, mamy Princeton. Nie wiem czy to było podkreślanie dumy, czy kompleksów wobec Europy.
A region ten nader piękny, zauroczyła mnie niezwykła architektura, te wiktoriańskie domy o odmiennych sylwetkach, ten ład i porządek. Tam wszystko jest "old and historical". To mnie nawet męczyło czasami.
Parę lat temu gubernator stanu Connecticut zaproponował połączenie wszystkich stanów Nowej Anglii. Powód... dla lepszego zarządzania, dla większej prosperity. Wybuchła wrzawa i burza. Nie wolno naruszać historycznych wartości i zaszłości? Istotnie każdy stan jest inny, nie tylko pejzażowo ale też pod względem mentalności mieszkańców. Vermontczycy znani są ze swej przekory. Stan New Hampshire to ostoja konserwatyzmu. Main - to prowincjonalizm. Massachusetts - to zarozumiałość. I jak tu połączyć wodę z ogniem?

I moja fraszka:
stany Nowej Anglii
wszystkie zarozumiałe
choć takie małe

Pędzimy do Nowego Jorku. To prawdziwa stolica świata. Aż wierzyć się nie chce, że Holendrzy w 1625 roku kupili Manhattan od Indian za $ 24, a w 1925 roku Nowy Jork był największym miastem świata. Czasem nowojorczycy mówią, że ich metropolia to nowoczesna kopia antycznego Rzymu? Oby tylko inny był koniec obu miast. Nowy Jork to bardzo tolerancyjne miasto, ludność serdeczna i życzliwa. Może to przeszłość emigrancka otworzyła serca nowojorczykom? Wszyscy przecież jesteśmy imigrantami. Statua Wolności w latach 1895-1924 przywitała aż 12 milinów imigrantów. Nowy Jork wciąż o tym pamięta. Przed laty mieszkałem - przez rok - w Rochester, w stanie stanie Nowy Jork. Upper New York State region jest przepiękny, ludność serdeczna acz trochę staroświecka. Zdziwił mnie fakt, ze wciąż pamiętają swoje korzenie. Nawet szóste czy siódme pokolenie pamięta skąd pochodzą przodkowie...mówiono mi często..ze Szkocji, z Anglii, z Holandii.

I moja fraszka:
nigdy nie zaśniesz
w Nowym Jorku
chyba że w ulicznym korku

Jakże nie wpaść na chwilę do Waszyngtonu, stolicy Ameryki. Przedziwne to miasto, podobno budowali go niewolnicy. Miasto ma czar północy i "flavor" południa. Piękne są pomniki stolicy...Washington Memorial, Lincoln Memorial, Vietnam Memorial, Korean Memorial. Gmaszyska stolicy przeciętne, nie ma wielkiego blichtru ani szyku. Nawet kwiaty na klombach dobrane bardzo przypadkowo, wysłałbym lokalnych dekoratorów na lekcje do Chicago. Przed Białym Domem ciągłe demonstracje i protesty. Rocznie odwiedza stolicę 21 mln turystów.

I moja fraszka:
przed Białym Domem
ciągłe demonstracje
policja nie może interweniować
demokracje trzeba pielęgnować

Apallachy. Te góry ciągną się od Kanady aż do Alabamy. Ongiś były to tereny łowieckie Indian. Potem przybyli osadnicy z Europy...Anglicy, Niemcy, Szkoci, Holendrzy... W tychże to górach życie toczyło się zgodnie z porami roku. Po dziś dzień zachowało się tam wiele archaizmów językowych, a niektórzy górale mówią wciąż angielszczyzną sprzed 300 laty. W Apallachach narodziła się country music. Tam wciąż produkuje się "moonshine" - samogon, uprawia kukurydzę, groch i squash, pracuje w kopalniach i popija kukurydzianą whisky.
Tam wciąż słucha się hilly billy music i gra na mandolinie. Ludność Apallachów żyje biedniej, ale jest życzliwa i radosna. Potrafi docenić koloryt codzienności.

I moja fraszka:
tylko w West Virginii
samogon stoi
na dębowej skrzyni

Jesteśmy na Florydzie, a tam Miami, ach Miami!
To miasto dynamiczne i żywe, jakiś południowy urok tam się wyczuwa. Pachnie kubańskimi cygarami i perfumami. Błękitne niebo i szum palm, słychać hip-hop, reggae, mambo, marenge i syreny policyjne. Ponad połowa ludności to Latynosi.
Na stickerach samochodowych można przeczytać:
"Ostatni, wyjeżdżający z miasta Amerykanin niech nie zapomni zabrać swej flagi".
Słowem patriotyzm latynoski, trochę szowinizmu a może i specyficzne poczucie humoru.

I moja fraszka:
Floryda
w pomarańczy szczęście całe
i to niemałe

Południe Ameryki.
...muzyka, maniery, światło księżyca i magnolie...
Hiszpańskie mchy zwisają ze stuletnich dębów, ogromne pałace w stylu antebellum czekają na powrót pana z wojny. Południe to kraina niezwykłego piękna, pomników historii, unikalnej architektury i życzliwych ludzi. Południe jest romantyczne. Tam mówią odmienną angielszczyzną, połyka się niektóre zgłoski. Na Południu żyje się inaczej, wolniej. Tam pamięta się i kultywuje pamięć "Przeminęło z wiatrem". Tam przetrwało domowe jedzenie i szlachetne maniery. Tam wciąż się widuje rodziny siedzące na werandach, na schodach. Tam potrafią cieszyć się życiem. Tam zachowała się dawna kuchnia, dawna muzyka. Tam wciąż stoją domy pamiętające wojnę domową. Tam ciągle się mówi Mr, Mrs, Miss lub Madame.

I moja fraszka:
Południe mówi do Północy
różnimy się bardzo
jak ondulacja od warkoczy

Jesteśmy w Teksasie.
Ten stan ma piękne motto. To stan samotnej gwiazdy. Teksańczycy wciąż pamiętają swą ranczerską przeszłość. Ten ogromny stan przypomina osobne państwo. A Teksas wciąż ma manię wielkości. Tam ojciec mówi do syna: Nigdy nie pytaj skąd ktoś pochodzi? Jeśli jest z Teksasu, sam ci to powie. Teksańczycy są dumni ze swego stanu i własnego stylu życia. To konserwatyści. Jakże mają nie cierpieć na manię wielkości, skoro ich jedno rancho (King Ranch) jest większe obszarowo niż cały stan Rhode Island.
W Teksasie nosi się największe kapelusze, największe mokasyny, jeździ największymi samochodami. Tam drogi są szersze, drzewa wyższe...
A ja w Teksasie jadłem najlepsze chili. Ta doskonała potrawa pamięta czasy "bonanzy wołowej" z lat 1860 - 1867. Oczywiście Teksas mówi Southern American English.

I moja fraszka:
Teksas
tam kowbojskie kapelusze
większe niż farmerów dusze

Pędzimy do Kalifornii, tam zawsze wiele ekstrawagancji i odmienności. Ten stan gdyby był samodzielny, byłby ósmą potęgą gospodarczą świata. Niebywałe. To niemal osobne państwo, podobnie jak Teksas.
Ten stan ma wszystko...wspaniały klimat, niebotyczne pejzaże, odważnych ludzi i dwa przedziwne miasta...San Francisco i Los Angeles. To pierwsze wiecznie osnute mgłami i ogrzane ciepłym słońcem. Otoczone wodami, słynie ze swobodnego stylu życia. To miasto wielu ras, religii, swobody obyczajowej, hippisów i wszelkich nowinek artystycznych.
Los Angeles to druga metropolia Ameryki. Miasto wraz z suburbs ma 14 mln mieszkańców. Nazywało się kiedyś La Reina de Nostra Senora La Reina de Los Angeles de Porciunales.
Dla Kalifornijczyków nie ma rzeczy niemożliwych, oni potrafią wszystko. Kalifornia to kreatywność i indywidualizm, optymizm i hippisowska miłość, yoga, scientologia, Dolina Krzemowa i Malibu. Tam topnieją przesądy, mieszają się języki. Kalifornijczycy są dumni i patriotyczni. Ten zlepek różnych ras i nacji stworzył społeczeństwo o odmiennych manierach, obyczajach i tradycjach. Angielszczyzna tamtejsza przedziwna, daleko odbiegająca od standardów krajowych. Mimo wszystko cała Ameryka patrzy zazdrośnie na Kalifornię, może z powodu Hollywood, może Silicon Valley? Coś jest, tam na zachodzie odmiennego, co zadziwia wszystkich.

I moja fraszka:
W San Francisco
wszystko iskrzy pożądaniem
tam elektroniczne spojrzenia
i cybernetyczne zbliżenia

Midwest - to serce Ameryki. Amerykanie tu mieszkający są bardzo pracowici, otwarci i przyjacielscy. Etyka pracy, szczodrość i prawdziwość, to tylko niektóre cechy wyróżniające in plus miliony Amerykanów mieszkających w centrum kraju. Ameryka mówi o Chicago, że to miasto nigdy nie widzi problemów, bo zawsze potrafi je rozwiązać. Chicago to perła Midwestu. Jest drugim, po Nowym Jorku, centrum przemysłowym kraju. Podobno angielszczyzna z naszego regionu jest najlepsza w Ameryce, a najlepiej po angielsku mówią mieszkańcy stanu Michigan.

I moja fraszka:
w Indianie
kwitną pelargonie
na internetowej stronie

Jak ja postrzegam Amerykanów? Bardzo podziwiam optymizm i dynamizm tego narodu. W Ameryce ciągle coś się dzieje, ten pęd do przodu udziela się wszystkim. To machina nie do zatrzymania. Rozmawiając z Amerykaninem zawsze ma się wrażenie, że traktuje cię z atencją i dużą kulturą. Podziwiam też fakt, że zdołali zasymilować choć trochę tak ogromne rzesze imigrantów, utrzymać względny spokój w całym kraju.
Tu nie ma zadzierania nosa, wyróżniania się ponad stan. Mieszkają tu również bogacze odizolowani od świata, także pewne grupy zawodowe przebywające tylko we własnym gronie, ale gdzież ich nie ma. Amerykanie są otwarci, konkretni, rzeczowi i bez kompleksów. To im zjednuje wiele sympatii. Ostatnio jednak fala globalizmu zmienia Amerykę. Coraz więcej zatracania tożsamości, mizantropizm, izolacjonizmu i narodowej apatii. Mimo wszystko zakończę optymistycznie moją fraszką:

Ameryka
arystokratką świata
zaledwie po dwustu latach

Janusz Kopeć
Chicago, 2020

.,